środa, 6 stycznia 2016

One.



Zabij demona dzisiaj, stań z diabłem twarzą w twarz jutro”


Klaus:


             Każdego dnia otwierając oczy na nowo, mierzymy się z naszymi demonami. Walczymy z nimi, unicestwiamy je. Rzucają nam wyzwanie, będąc z nami od zawsze. Ale czy zawsze warto stawiać im czoła? Czasami wystarczy po prostu... pozwolić im płynąć.
             Stałem na balkonie w mojej komnacie, obserwując, jak moja córka bawi się, pochłonięta poznawaniem wszystkiego co istnieje, zupełnie nieświadoma jeszcze otaczającego ją świata. Uśmiechnąłem się lekko widząc jak uśmiecha się i rzuca zabawkami. Odkąd Hayley i jej przecudowny, oddany mąż przeprowadzili się do domu naprzeciwko, dosyć często stałem tak i po prostu patrzyłem. Patrzyłem jak moja córeczka rośnie, cieszy się, płacze. Kochałem ją bardziej niż cokolwiek innego, a jakiekolwiek zagrożenie czyhające gdzieś na nią, zawsze kończyło w ten sam sposób-ginęło.
              Po krótkiej chwili dostrzegłem jak Hayley wchodzi do pokoju i bierze Hope na ręce. Spojrzała na mnie lecz jej twarz nie miała żadnego wyrazu. Wyszła, a ja lekko rozbawiony jej nieuargumentowaną złością na mnie także opuściłem moją komnatę po czym udałem się na dół, prosto do holu.
-Niklaus - usłyszałem swoje imię i spojrzałem na mojego brata schodząc po schodach.
-Elijah – mruknąłem i zatrzymałem się przed nim.-Czego dowiedziałeś się na temat naszego uroczego Tristana i reszty tych nic nieznaczących bękartów?
Elijah poprawił swój krawat jak to miał w zwyczaju, stojąc w nienagannej pozycji. Chwyciłem za butelkę bourbonu i nalałem nieco do niskiej szklanki.
-Cóż, niewiele mogę ci powiedzieć, ponieważ prawie wszystko już wiemy. Oprócz tego, że Tristan, Lucien i Aurora są po jednej stronie, dowiedziałem się jeszcze tylko tego, że mają coś bądź kogoś w zanadrzu-powiedział spokojnie, siadając w fotelu i zakładając nogę na nogę. Uśmiechnąłem się do niego lekko, upijając łyk alkoholu, który połaskotał delikatnie moje gardło.
-Więc teraz pozostaje nam tylko dowiedzieć się co to takiego jest-powiedziałem do brata, a on przytaknął mi.
-Spróbuj się czegoś dowiedzieć na ten temat, Niklaus. Ja porozmawiam z Marcelem-odparł i wstał, ponownie poprawiając swój krawat. Gdy już miał odchodzić, spojrzał na mnie gdy wstałem.
-Elijah-uniosłem wzrok na brata i podszedłem do niego. Położyłem mu dłoń na ramieniu.-Może i ta zgraja wyrafinowanych socjopatów ukrywa coś, być może coś co może nam zagrozić... Ale jedno jest pewne braciszku-uśmiechnąłem się złowrogo, napawając się samą myślą o rzezi, na jaką miałem już od dawna ochotę.-To my tu rozdajemy karty.

***


Elijah:


               Marcel się spóźniał. Oczywiście w ogóle mnie to nie dziwiło, to wynikało z jego natury, jak przypuszczałem.


               Na obrzeża Nowego Orleanu dotarłem w kilka minut i od razu wszedłem do posiadłości Marcela i jego wampirzej rodziny. Nikogo nie zastając, postanowiłem poczekać.
Kilka minut później zaszczycił mnie swoją obecnością.
-Elijah-mruknął pytająco, patrząc na mnie lekko zdziwiony. Wyjął słuchawki z uszu i odstawił bidon na półkę. Zapewne biegał rekreacyjnie.
-Witaj Marcellus-wstałem poprawiając marynarkę i zrobiłem kilka kroków w jego kierunku.-Odkąd zostałeś członkiem The Strix, zaczęły trafiać do mnie dziwne informacje-zacząłem z nutką ironii.-Z początku twoje oddanie się im uważałem, rzecz jasna,  za czystą iluzję i złudny pokaz, jednak teraz-pokręciłem głową i teatralnie westchnąłem. - Zaczynam wątpić w twoją lojalność. Wobec mnie, Niklausa-zmrużyłem lekko oczy.-Wobec całej naszej rodziny, która ci ufa-dodałem nisko.
Czarnoskóry mężczyzna otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, lecz od razu mu przerwałem.
-Nie powiedziałem jeszcze o niczym bratu, ale oboje jesteśmy świadomi szału, w jaki wpadłby Niklaus, gdyby dowiedział się o twojej zdradzie.
-Rzekomej zdradzie, Elijah-syknął mrużąc oczy.-Nie rozumiem skąd wysnułeś tak irracjonalne wnioski-prychnął.
Uśmiechnąłem się chytrze i sięgnąłem ręką do kieszeni, po czym powoli wyjąłem z niej talizman. Talizman, który chwilę przed przyjściem Marcela znalazłem schowany w jego szafce. Marcelowi zrzedła mina. Nie spodziewał się tego, cóż za szkoda.
-Ten talizman jest jednym z elementów potrzebnych do stworzenia śmiercionośnej broni dla pierwotnych. Dla mnie i mojego rodzeństwa-starałem się wciąż mówić spokojnie, mimo że zdenerwowanie coraz bardziej dawało się we znaki.-Wykradłeś go z sejfu mojego brata-dodałem krótko i uniosłem brwi.-A teraz przyszykuj się na najlepszą część-uśmiechnąłem się szeroko.-Dlaczego to zrobiłeś? A dlatego, mój drogi przyjacielu, że Tristan panicznie go potrzebuje. Tak samo jak Lucien i Aurora-pokręciłem głową lekko rozbawiony.-Tak więc jak mogę to nazwać, jeśli nie zdradą?!-warknąłem i w jednej sekundzie znalazłem się przy nim. Przycisnąłem go do ściany patrząc na niego z pogardą. W ten sposób odpłaca się za wszystko?
Oczywiście nic nie powiedział, bo zwyczajnie miałem rację.
-Marcellus-westchnąłem głośno.-Zawsze byłeś dla mnie jak młodszy brat. Tak samo dla Niklausa-dodałem i oblizałem usta.-Ale jeśli jeszcze raz...-zacząłem, wyraźnie akcentując każde słowo i unosząc palec do góry.-Jeśli jeszcze raz posuniesz się do czegoś takiego, to wiedz, że nigdy więcej nie pozwolę na grożenie mojej rodzinie w jakikolwiek sposób. Wtedy cię zabiję-dodałem spokojnie, wpatrując się w niego jeszcze przez chwilę, po czym opuściłem jego posesję z nadludzką prędkością. 




__________________________________________________________



Witam wszystkich serdecznie! Hmmm, nie wiem nawet, od czego mam zacząć. Tyle się zmieniło, mamy już 2016 rok, czas tak szybko leci...
Poprzednio prowadziłam bloga o Klausie i Caroline, jednak natłok obowiązków, duże zmiany i masa innych spraw sprawiły, że przestałam pisać, za co wszystkich moich czytelników przepraszam. Naprawdę. Wiele razy chciałam zacząć prowadzić go na nowo, jednak za każdym razem kończyło się to niepowodzeniem, sama nie wiem czemu. Tak czy siak, blog nadal jest dostępny, niestety nic już się na nim nie dzieje.
--------> http://ilovevd.blogspot.com

Tutaj zaczynam nową historię! Będzie to coś nieco innego, bo związane głównie z serialem The Originals. Dodaję tutaj taki krótki pierwszy rozdział, nie ma w nim za dużo informacji. Wszystko rozjaśni się Wam wraz z kolejnymi rozdziałami :) Reasumując, pierwotni wciąż będą zagmatwani w problemy, których przysporzyli im rodzeństwo de Martel oraz Lucien.

Mam nadzieję, że spodoba się Wam to, co będę tutaj publikowała :) Liczę na szczere komentarze, na Waszą osobistą opinię oraz na, rzecz jasna, czerpanie z czytania tej historii jak najwięcej pozytywnych wrażeń :)

Love u x ; *

Elena Hiddles